Pada śnieżek, pada równo…

Zima wisiała w powietrzu, mogłem ją poczuć każdego ranka, kiedy parę minut po 6 rano wychodziłem z Dyźkiem na spacer. Ostatnie pare dni było po prostu na maksa zimne i co wieczór się zastanawiałem, czy rano za oknem będzie biało. Tym razem przywaliło śniegiem w dzień. Na dodatek tak wiało (momentami), że śnieg zasuwał conajmniej z prędkością kropel wody podczas deszczu (dobrze to widać to na pierwszej fotce).

Na razie zima nie nabrała jeszcze rumieńców (ja od tego zimna chyba już tak), póki co jest szaro, smutno i do dupy, więc nie mogłem się powstrzymać przed wyjściem z domu z aparatem, żeby tą szarość, smutek i dupę przesączyć na matrycę przez szkło.

Nooo… i w sumie było fajnie :D Najpierw przemokły mi buty (jakieś 3m od klatki schodowej), potem mnie zasypało i zawiało (szedłem pod wiatr, czyli dostawałem w ryjek śniegiem), po kolejnych dwóch minutach było mi już wszystko jedno, więc se pospacerowałem po śniegu i poślizgałem na schodach a w zasadzie na części do wjeżdżania wózkiem.

Teraz czekam na lepszą pogodę i jakieś inne buty, bo pływać to ja wolę w lecie ;) No i w lecie mi nie parują szkła jak wchodzę do domu ;-)


Najnowsze komentarze