
Dyzio, na przykład, opanował trudną sztukę zasypiania na siedząco w naszym prawie wyremontowanym przedpokoju (do sypialni nie ma wjazdu, bo mu się włos na zimę sypie).

Tu wygląda trochę jak batman.

ZzZzZzZzZz…. zazdroszczę mu ;D

W czasie remontu nie miałem przy sobie aparatu, bo było mi go szkoda, wszechobecny syf, pył, dżuma i cholera nie nakręcały mnie pozytywnie do położenia „gdzieś” aparatu. Nie mogłem sobie jednak odpuścić przynoszenia go czasami i robienia zdjęć. Ostatnio były zdjęcia mojego Taty z ciężkim sprzętem w rękach, dziś zdjęcia Dziadka ze sprzętem nieco lżejszym.
Lubię takie zdjęcia. Robię je całkowicie dla siebie. Do szuflady, na potem, żeby zobaczyć „jak to było”. I za to, m.in. kocham fotografię. :)
Remont powoli zbliża się ku końcowi. Musieliśmy jeszcze trochę przykręcić tempo prac. Od rana do wieczora na remoncie. Ja już zapomniałem jak wygląda aparat. Na szczęście w niedzielę znowu będę go miał w swoich łapkach :)
Ech… ale duszno.
Normalnie nie wiem co mam napisać. Zapieprz po łokcie codziennie. Wpadam w schemat – pobudka -> do fabryki -> po fabryce remontuje -> wracam do domu -> prysznic -> kwadrans przy kompie -> wyro. Stan zapieprzu powinien się skończyć pod koniec miesiąca. I mam nadzieję, że tak będzie ;-) Trochę mi to zaburza rytm leniwienia się po pracy przed kompem ;-) A tak szczerze, to wysiłek fizyczny, nawet remontowo-budowlany jest świetny. Na razie nie dopada mnie zmęczenie związane z codzienną pracą po 14h – bo jakby nie patrzeć to praca. Może ciut za mało śpię, ale tragedii nie ma. Jak to mówi moja ciocia – młody jesteś to możesz ;)
A potem będzie relaks ;-)

Sąsiedzi mnie chyba znienawidzą jeszcze zanim zdążymy się poznać. Dziś raczyliśmy ich dźwiękami jakie wydaje rozpędzony metal w zetknięciu z betonem. Taka mała demolka. Maszynę obsługiwał mój tata, ja zrobiłem parę zdjęć i wróciłem do swojego zajęcia – czyli znęcania się nad przedpokojem. Udało nam się tak skutecznie wybić korki, że trzeba było wzywać elektryka ze spółdzielni – spalił się nawet „korek” (25A!) na klatce schodowej.

Im dłużej robimy tym bardziej mi się wydaje, że potrwa to całe wieki. Na szczęście mamy jeszcze sporo czasu i myślę, że się bez problemu wyrobimy – o ile oczywiście to co niezależne od nas też wykona się w terminie.
Pył, piasek i cholera wie co tam jeszcze mam wszędzie. Qrva, jak ja tego nie cierpię :D
Last but not least:
Wszystkiego dobrego Sis! :) :) :)
Najnowsze komentarze