Muzeum górnictwa
Ostatnio pisałem, że mam zajob i mało czasu na cokolwiek. Wiele się w tej materii nie zmieniło. Nałożyło się na nie kilka rzeczy i nawet niedzieli nie spędziłem tak jakbym chciał. W tygodniu dalej zasuwamy po godzinach (szczytne cele wyższe ;]), dodatkowo w czwartek odpadły nam drzwi z wynajmowanej lodówki w wynajmowanym mieszkaniu. Jak mawiają górale z Kaledonii – szyt hapenz. Okazuje się jednak, że najprostsza operacja świata pod tytułem kupujemy nową a starą teleportujemy tym samym transportem do utylizacji nie wchodzi w grę, bo lodówka nie jest nasza i właścicielka nie chce jej spisywać na straty. Historia jest nieco dłuższa. Same drzwi szwankowały w od momentu, w którym się tam wprowadziliśmy, ale myślałem, że ten typ tak ma (dosyć stara Amica). Koniec końców drzwi się dosłownie rozsypały na dole i nie wiem czy jest sens je naprawiać.
Druga sprawa jest taka, że z uwagi na specyficzną kuchnię (a raczej jej rozmiar) nie jest tak prosto kupić lodówkę, która by pasowała, bo nie chcemy byle czego tylko sprzęt, który spełnia określone przez moją lepszą połówkę wymagania. Efektem jest niedziela za kółkiem i jazda od marketu do marketu. Pomijając kilkuset złotowe różnice w cenach pomiędzy marketami do sprzedaży wystawione są często sprzęty „macane”, w których mnóstwo* razy były otwierane drzwi i wysuwane wszystkie szufladki. Używki nie chcemy.
Sobota natomiast (Walentynki) upłynęły mocno pod znakiem celów wyższych (żon) i pracy na dyżurze (od 7 do 19). Dostałem za to zajebisty prezent od żona – książkę Kapuścińskiego „Rwący nurt historii”. Wciąga! Uwielbiam sposób patrzenia na świat i podejście do historii pana Kapuścińskiego. Szkoda, że nic więcej już nie napisze :(
W niedzielę udało mi się wyskoczyć dosłownie na 25 minut (z czego 10 minut na dojazdy) i zrobić parę zdjęć. W zasadzie pstryków. Taki wypad relaksacyjny, do miejsca, które podobno ma być muzeum górnictwa. Rzut beretem od miejsca w którym mieszkam. Dosłownie parę minut piechotą.

Weekend obfitował w opady śniegu, zakręty na ręcznym, bieganie po marketach i grzebanie w serwerach, trochę w walentynki i mało w focenie.


Tak kombinuję jak obiekt nie mieści się w kadrze…
* ludzie otwierają i zamykają drzwiczki po kilka razy jakby to było coś dziwnego, że się otwierają. Szufladki w niektórych lodówkach były już „nieco” sfatygowane.



Najnowsze komentarze