
Od jakiegoś czasu brakowało mi czytania. Konkretnie książki, bo gazety czytam codziennie, najczęściej na kiblu albo w wannie, ma to dla mnie wartość terapeutyczno-relaksacyjną i świetnie mnie wyluzowywuje po dniówce w fabryce ;-) No i marzenie się spełniło, nawet podwójnie, bo w ciągu dwóch dni dostałem od żonki dwie książki. Jedną wczoraj, z okazji naszej rocznicy, pięknie wydaną – fotograficzną, drugą dziś, zupełnie bez okazji za to bardzo w temacie jaki mnie ostatnio coraz bardziej wciąga, czyli na temat II Wojny Światowej. Za lekcjami historii nigdy nie przepadałem, zamiast słuchać nauczycielki grałem w piłkarzyki na kartce papieru, albo w kółko i krzyżyk na pięć w rzędzie ;-) Uczenie się historii mnie usypiało, powodowało wysypkę i chęć wyjścia z domu/ucieczkę z lekci i poza kilkoma fragmentami śmiertelnie mnie nudziło. Jedną z tych ciekawych części była dla mnie właśnie II Wojna Światowa, a w szczególności Holokaust i upadek diabła wcielonego w postaci Hitlera.
Za tą książką chodziłem w zasadzie od świąt, jednak miałem – dosłownie – pecha! Wypatrzyłem ją na zakupach w markecie i od razu zapakowałem do koszyka, przy kasie się okazało, że nie ma jej w bazie, w związku z czym pani nie może mi jej nabić na kasę i sprzedać. Odszedłem lekko poirytowany bez książki. W Empiku stwierdziłem, że nie kupię jej dziś, tylko następnym razem (jakieś wrodzone skrzywienie, które objawia się tym, że jak mam wydać na siebie kasę nie na rzecz, która jest mi niezbędna do życia, to podchodzę do zakupu jak pies do jeża odwlekając go w czasie). Następnym razem okazało się, że książki już nie ma, bo były święta i wszystkie egzemplarze rozeszły się jak świeże bułeczki. Dziś ją dostałem i pierwsze 4 rozdziały połknąłem nie ruszając się z miejsca.
Książka to „Wytropić Eichmanna” Neala Bascomba, którą czyta się jak powieść sensacyjną i jakby nie to, że mam inne rzeczy do roboty i nie jestem sam w domu, to pewnie siedziałbym piątą godzinę i czytał bez przerwy, jak za starych dobrych czasów, kiedy książkę średniej wielkości potrafiłem przeczytać od dechy do dechy (właściwie od okładki do spisu treści ;]) w jeden deszczowy dzień. Ostatnio też niesamowicie dużo o wojnie z perspektywy zwykłego człowieka dowiedziałem się od mojej Babci. O tym, że jej Tatę a mojego Pradziadka wykończyli niemcy wiedziałem wcześniej, ale wielu innych rzeczy nie. Poczułem też potrzebę, żeby to spisywać albo archiwizować w jakiś inny sposób, bo o takich rzeczach w książkach nie piszą…
Btw, na fotce widać mój kontuzjowany palec, w którym odpadła mi 1/4 paznokcia po zderzeniu sam nie wiem z czym. Musiałem zerwać to co się połamało. Myślałem, że się popłaczę z bólu. Masakra.
Najnowsze komentarze