Kodak Bullet Camera

Dziś przedstawiam wam bullet camere, czyli zabawkę, o której pisałem w poprzednim poście. To ta wyhaczona od Taty. Od przodu na „obiektywie” są dwa „pstryczki”. Jeden, podłużny – to spust, drugi, który jest wajchą albo wihajstrem służy do zmiany czasu. Zmiana polega na tym, że albo mamy jeden, z góry ustalony (na oko 1/125s albo 1/250s) albo czas „B”, czyli naświetla się tak długo jak trzymamy.

Bardzo podoba mi się patent z celownikiem. Elegancko się rozkłada i świetnie udaje ramkę zdjęcia. Generalnie – ekstra bajer do wyrywania lachonów. „Skont masz takom fajnom ramkem?”

Bajer oczywiście z US&A, co podwierdzają plecy puszeczki. Zrobione przez kodaka, jakoś na początku lat 60tych.

Na koniec zoom, który nie jest zoomem. Moja wiedza fotograficzna podpowiada mi, że nie wiadomo co to jest i jak działa. Testy przeprowadzone na negatywie kodaka zapewne dałyby odpowiedź na to pytanie, jednak Dyziaster pod moją nieobecność postanowił zrzucić aparat ze stołu i otworzyć go, żeby dobrać się do filmu. W starciu Dyzio kontra negatywy jest na razie 5:0. Wcześniej porozrywał mi na mini kawałeczki 4 filmy średnioformatowe. W tym dwa naświetlone.
Miłośnik forografii ;]

Dalsze testy w planach. Negatywów mam pół worka, więc będę próbował dalej. Najgorsze jest zakładanie. Aparat jest na egzotyczne filmy 127, ja zakłdam tradycyjne 135, które wcześniej muszę wyjąć z rolki. Dobra zabawa ;-)
Właśnie było losowanie totka. I znowu trzeba rano iść do fabryki ;-)
Najnowsze komentarze