Archiwum

Posty oznaczone ‘analog’

Stare analogi

Październik 9th, 2009 4 comments

Fotografia Ślubna Śląsk

Wczoraj przeglądałem na kompie zeskanowany negatyw – z wątku pierwszy średniaczek. Zrobiło mi się sentymentalnie. Nie z powodu tego, że to mój pierwszy średniak (chociaż ostatnio odkryłem, że jednak nie – o czym dalej), ale z powodu zawartości. Wydarzenia uwiecznione na negatywie miały miejsce niedawno, wiele się od tego czasu nie zmieniło, dodatkowo zdjęcia są poruszone i nieostre, jednak… no kurka, rozwalają mnie w drzazgi. Klimat niesamowity. Przy cyfrze muszę się ostro namiąchać, żeby osiągnąć podobny efekt. Tutaj „pstryk” i jest magia.

Samo czekanie na zdjęcia jest fajowe. Na cyfrze widać wszystko od razu – histogramy, czas naświetlania, przysłona i „tysiącpincet” innych parametrów. W anaglogu trzeba najpierw skończyć rolkę, co samo z siebie nie jest zadaniem prostym – klątwa ostatniej klatki wam coś mówi? ;D Potem trzeba wywołać film, bardzo lubię ten etap i moment w którym po raz pierwszy spoglądam na negatyw pod światło… Kiedyś czasem jeździłem z Tatą do pracy, wywoływaliśmy filmy, przesiadywaliśmy w ciemni robiąc odbitki :) Przysłanianie fragmentów zdjęcia, żeby się nie „przyciemniły” i takie tam bajery. Każda odbitka była inna, dopieszczona, na dobrym papierze. Zdarzało też nam się wołać filmy „miękko” albo forsownie – np. 400tka kodaka, którą ze względu na brak światła, niedoświetliłem o 2 działki. Odbitki z tego mam do dziś. Ziarnistość, jakiej próżno szukać w fotoszopie.

Rolka tmax’a czeka w lodówce. Już się nie mogę doczekać kiedy ją założę, potem powolutku skończę, pojadę wywołać (niestety sam tego nie będę robił), zeskanuję (archiwizacja) i zrobię odbitki. Bo zdjęcia żyją dopiero na papierze.

Co do mojego niby pierwszego średniaka, to ostatnio robiąc porządki u rodziców znalazłem jeszcze starszy negatyw z pentacona naświetlony przeze mnie na wakacjach, pewnie jakieś 10 lat temu ;-)

Pierwszy średniaczek!

Marzec 12th, 2009 3 comments

No i stało się, odebrałem wywołany negatyw i skany. Teraz siedzę przy kawie, moim zdychającym laptopie i oglądam swoje wypociny. Negatywów małoobrazkowych zrobiłem już w swoim życiu sporo, głównie za czasów mojej totalnej amatorki, kiedy po prostu pstrykałem nie zastanawiając się nad niczym a pojęcia takie jak kompozycja, głębia ostrości zbyt dużo mi nie mówiły. Ekspozycję albo ustawiał automat (Nikon F4 mojego Taty) albo ustawiałem ciut powyżej „zera” na drabince (FM2). Potem była przerwa – kilka lat bez zdjęć – i era cyfry. Dlatego też ten negatyw jest dla mnie szczególny. Sam nie wiem czy dlatego, że to średni format, czy po prostu dlatego, że to negatyw. Chyba z obu powodów.

Same zdjęcia „jaj nie urywają” ;) Jak widać na załączonym obrazku są to głownie zdjęcia moich biskich. Dla mnie niesamowicie fajnie było się oswajać z tą maszyną, takie trochę metafizyczne doznanie. Jakby przenieść się wczasie. Wciąga! Zdjęcia robiłem pentaconem six tl mojego Taty, którego dostał od Dziadków kiedy poszedł do technikum fotograficznego. O ile mnie pamięć nie myli było to w 1970 roku. Fajna historia tym bardziej, żę z tej puszki wyszło dużo naprawdę dobrych zdjęć. Motywujące :) Druga rolka ilforda już czeka na naświetlenie. Tym razem zdjęcia będą bardziej przemyślane i, mam nadzieję, lepsze technicznie. W pierwszym secie ostrych jest znacznie mniej niż tych mydlastych.

Btw, ma ktoś dobry skaner do negatywów średnioformatowych? Skanowałem w fotolandzie w Chorzowie. Nie wygląda to najlepiej, wychodzi pixeloza, która mnie po prostu drażni, bo zamiast pięknego szumu czterysetki ilforda mam jakąś mozaikę pixeli. Ale i tak jest magia :)