
Długo się zastanawiałem co tu napisać. Na tyle długo, że odpuściłem sobie wczoraj wrzucanie tutaj zdjęć, bo nie chciałem, żeby zostały bez komentarza. Oczywiście jak to u mnie, odwlekanie pisania nic mi nie pomogło, bo chociaż miałem kilka myśli, to gdzieś je pogubiłem i te mądre zdania, jakie sobie poukładałem w głowie na spacerze z psem, umknęły jak wczorajszy dzień.

Polityką się nigdy nie pasjonowałem i zawsze byłem nieco z boku, co z resztą i tak tutaj nie jest istotne, bo w tym tragicznym wydarzeniu polityka jest jedynie tłem. To co mnie tak na serio ruszyło, to ludzie. I nie chodzi tu o obraz lansowany przez media, wiadomo – De mortuis aut bene, aut nihil. Jednak ja nie o tym.

Po raz kolejny jesteśmy świadkami tworzenia się historii. Może te słowa nie są zbyt wyszukane, jednak oddają dokładnie to co myślę. Tak samo jak było z WTC, czy ze śmiercią Jana Pawła II, każdy, kogo zapytam, pamięta moment, w którym się o tym dowiedział. Pamięta miejsce, w którym był, co robił, co myślał i jak się czuł. Tutaj jest tak samo.

Plącze mi się po głowie jeszcze kilka myśli, jednak nie wiem czy mój ścisły umysł da je radę rozwinąć w sposób przyswajalny dla blożkoczytacza ;-) Jedna z nich to totalnie publiczny charakter pogrzebów, szczególnie Pary Prezydenckiej. Przedmiotowość i zero intymności dla bliskich. To jedna z tych ciemnych stron bycia osoba publiczną.

A reszta… no cóż, zabrakłoby mi wieczoru, żeby wszystko napisać. Resztę pozostawię obrazkom. Oprócz tradycyjnych „główek”, czyli portretów nieco wyrwanych z kontekstu wrzuciłem tutaj trochę zdjęć ludzi, jakich spotkałem w Krakowie. Czekających, modlących się itd. Miłego oglądania.




















Najnowsze komentarze