Z głowy
Bez zdjęcia.
Rzadko kiedy pamiętam swoje sny. Zwykle wiem, że coś mi się śniło, jednak po przebudzeniu nie wiem co to było. Za to dziś pamiętam swój sen bardzo wyraźnie. Śniła mi się Kora, a w zasadzie jej zdjęcie, które nigdy nie powstało. Poza tym wyglądała zupełnie inaczej, miała krótką sierść i siwe włosy na pyszczku. Oczy były na 101% jej. Patrzała na mnie z tego zdjęcia z tęsknotą i ciepłem, chociaż mam wrażenie, że to spojrzenie było dokładnym odbiciem mojego. Wiem, że byli tam też inni ludzie, na pewno moi rodzicie, siedzieli naprzeciw mnie. Była jeszcze jedna osoba, jednak nie wiem kto. Pewnie moja siostra, chociaż nie mam pewności, bo wydawało mi się, że to był ktoś starszy. To wszystko jest na tyle ciekawe, że dziś przypada pierwsza rocznica jej śmierci…
Wczoraj mówiłam Piotrkowi jak Korek potrafił się bawić w przeciwieństwie do Princka. Buszowała w śniegu, probowała go łapać, uciekała gdy ją goniliśmy szczekała po nas zachęcając do zabawy :) Stare dobre czasy. Bardzo tęsknie za Koreczkiem! :(
Ano, pięknie było :)
Też mi okrutnie żal „Koreczka” – taka słodka sunia, która swoim zachowaniem i podejściem do ludzi, których kochała umiała zawojować ich serca. Pewnie leży sobie teraz na chmurce i spogląda na nas swoimi pięknymi jak węgielek oczkami i charakterystycznym chał, chał „mówi” do nas – … podrap mnie proszę za uszkiem … Odeszła, ale w moim sercu na zawsze zostanie.