Archiwum

Archiwum dla Styczeń, 2010

Eichmann – znowu

Styczeń 14th, 2010 Brak komentarzy

Fotografia Katowice

Skończyłem dziś czytać „Wytropić Eichmanna”, o której wspominałem całkiem niedawno. Ta książka wbiła mi się w mózg. Tkwi tam jak drzazga w palcu, która nie chce wyjść. Z jednej strony jest fascynująca i nie sposób się od niej oderwać, z drugiej jest niesamowicie smutna i tragiczna. I to dla wszystkich, o których mowa w książce. I pomyśleć, że w tym momencie takie same rzeczy (wojny, masowe morderstwa) dzieją się gdzieś na świecie. W Afryce, na Bliskim i Dalekim Wschodzie, w Ameryce Południowej… Aż trudno w to uwierzyć.

Decha + narty

Styczeń 12th, 2010 4 comments

Fotograf Śląsk
Fotka w oczywistej pozycji siedzącej na dupie

Właśnie wróciłem z wypadu na narty. Uparłem się na dechę i wyszło na to, że był to błąd. Pierwszy raz w życiu miałem snowboarda na nogach, bo wydawało mi się, że skoro sporo jeździłem na deskorolce to decha będzie w sam raz dla mnie. Oczami wyobraźni widziałem jak zjeżdżam z ogromną prędkością z samego szczytu, wyprzedzam wszystkich a na dole każdy chce sobie ze mną zrobić zdjęcie. Dupa. Do tego nadgarstki i łokieć. Wszystko mnie boli. Średnio leżałem co 3 metry, co daje liczbę ponad 730 upadków na trasie. Masakra. Po pierwszym, półtoragodzinnym zjeździe, (w czasie którego raz udało mi się zaliczyć taką glebę, że pokazały mi się gwiazdki) stwierdziłem, że to pieprze i poszedłem wymienić wypożyczoną deskę na narty. Było zajebiście, chociaż miałem kilkuletnią przerwę w jeżdżeniu na nartach. Na szczęście w końcu ją przerwałem. Nogi mam ugotowane, w czasie zjazdu myślalem, że mi spłoną, bolą mnie wszystkie mięśnie (nawet te, o których istnieniu nie wiedziałem), co gorsza spodziewam się jutro zakwasów i związanego z tym bólu, który siłą i intensywnością przypomina wirujące ostrza wrzynające się w uda. I całą resztę. Ale i tak jestem maks zadowolony :D Dopiero jutro będzie gorzej!

Ilustracja to wspaniałej jakości fota z ajfona 3G. Prosto z „puszki” :D

Aaaa… no i jeszcze jedna zajebista rzecz – nie ma to jak mieszkać godzinę drogi od takich tras narciarskich. Dzięki temu nie musiałem dziś brać wolnego, bo pojechaliśmy ekipą z fabryki po pracy. No, urwaliśmy się ciutkę wczesniej. Koszty: 28zł wypożyczenie sprzętu, 40zł karnet na 3h, na paliwo pewnie po 15zł. Wrażenia i ból dupy – bezcenne :D

WOŚP w Katowicach

Styczeń 10th, 2010 Brak komentarzy

Fotografia Katowice

Wybrałem się na Orkiestrę w zasadzie na chwilę, zobaczyć co i jak, bo impreza w Katowicach zapowiadała się nad wyraz mizernie. Kilka zespołów, których nazwy nie pamiętam, mało ludzi i raczej średni klimat. Tak jak w zeszłym roku Katowice dały dupy, chociaż rok temu grał przynajmniej znany zespół. Inne miasta potrafią zorganizować lepsze imprezy, zaprosić ciekawych wykonawców i jakoś rozruszać imprezę. U nas ciulowo. Bleee… Mogłem nie wychodzić z domu :P

Fotografia Katowice

Samą idee za to bardzo lubie, fajnie, że dzieją się takie rzeczy w Polsce.

Pokrywa lodowa

Styczeń 9th, 2010 Brak komentarzy

Fotografia Śląsk

Ostatnio w każdy ranek, po wyjściu z domu, poświęcam 2-3 minuty na odszranianie autka. Zwykle najpierw zmiatam śnieg z całego auta a potem drapię po kolei wszystkie szyby. Dziś ta operacja zajęła nam 15 minut. Furkę dosłownie skuło lodem. Samochód wyglądał jak oblany wiadrem wody przy temperaturze -20 stopni Celsjusza.

Fotografia Śląsk

W rzeczywistości winowajcą był padający w nocy deszcz i wszyscy, którzy nie garażują swoich samochodów, mieli podobne atrakcje o poranku. Ja lubię odszraniać samochód. Wychodzę parę minut wcześniej, włączam silnik, odmrażanie tylnej szyby, na przednią włączam nawiew, puszczam muzykę i jadę z tym koksem :)

Fotografia Śląsk

Dziś jednak był hardkor, co widać na załączonych obrazkach. W najgrubszych miejscach pokrywa lodowa miała niecały centymetr.

Fotografia Śląsk
A tu ja odkuwam z lodu szybę. Fotkę zrobiła moja żonka. :)

Fotografia Śląsk

Kategorie:, 2010, Prywata Tagi:, , , ,

Czytadło

Styczeń 8th, 2010 Brak komentarzy

Fotograf Katowice

Od jakiegoś czasu brakowało mi czytania. Konkretnie książki, bo gazety czytam codziennie, najczęściej na kiblu albo w wannie, ma to dla mnie wartość terapeutyczno-relaksacyjną i świetnie mnie wyluzowywuje po dniówce w fabryce ;-) No i marzenie się spełniło, nawet podwójnie, bo w ciągu dwóch dni dostałem od żonki dwie książki. Jedną wczoraj, z okazji naszej rocznicy, pięknie wydaną – fotograficzną, drugą dziś, zupełnie bez okazji za to bardzo w temacie jaki mnie ostatnio coraz bardziej wciąga, czyli na temat II Wojny Światowej. Za lekcjami historii nigdy nie przepadałem, zamiast słuchać nauczycielki grałem w piłkarzyki na kartce papieru, albo w kółko i krzyżyk na pięć w rzędzie ;-) Uczenie się historii mnie usypiało, powodowało wysypkę i chęć wyjścia z domu/ucieczkę z lekci i poza kilkoma fragmentami śmiertelnie mnie nudziło. Jedną z tych ciekawych części była dla mnie właśnie II Wojna Światowa, a w szczególności Holokaust i upadek diabła wcielonego w postaci Hitlera.

Za tą książką chodziłem w zasadzie od świąt, jednak miałem – dosłownie – pecha! Wypatrzyłem ją na zakupach w markecie i od razu zapakowałem do koszyka, przy kasie się okazało, że nie ma jej w bazie, w związku z czym pani nie może mi jej nabić na kasę i sprzedać. Odszedłem lekko poirytowany bez książki. W Empiku stwierdziłem, że nie kupię jej dziś, tylko następnym razem (jakieś wrodzone skrzywienie, które objawia się tym, że jak mam wydać na siebie kasę nie na rzecz, która jest mi niezbędna do życia, to podchodzę do zakupu jak pies do jeża odwlekając go w czasie). Następnym razem okazało się, że książki już nie ma, bo były święta i wszystkie egzemplarze rozeszły się jak świeże bułeczki. Dziś ją dostałem i pierwsze 4 rozdziały połknąłem nie ruszając się z miejsca.

Książka to „Wytropić Eichmanna” Neala Bascomba, którą czyta się jak powieść sensacyjną i jakby nie to, że mam inne rzeczy do roboty i nie jestem sam w domu, to pewnie siedziałbym piątą godzinę i czytał bez przerwy, jak za starych dobrych czasów, kiedy książkę średniej wielkości potrafiłem przeczytać od dechy do dechy (właściwie od okładki do spisu treści ;]) w jeden deszczowy dzień. Ostatnio też niesamowicie dużo o wojnie z perspektywy zwykłego człowieka dowiedziałem się od mojej Babci. O tym, że jej Tatę a mojego Pradziadka wykończyli niemcy wiedziałem wcześniej, ale wielu innych rzeczy nie. Poczułem też potrzebę, żeby to spisywać albo archiwizować w jakiś inny sposób, bo o takich rzeczach w książkach nie piszą…

Btw, na fotce widać mój kontuzjowany palec, w którym odpadła mi 1/4 paznokcia po zderzeniu sam nie wiem z czym. Musiałem zerwać to co się połamało. Myślałem, że się popłaczę z bólu. Masakra.