Hmmm…

Zboże na dziko. Tuż obok marketu. Ciemna ciemność, iso6400+, 35mm, f/2.5, 1/25s. A jutro skończę film w pentaconie i nakarmię pilota super ilfordem delta 400. Ha!

Zboże na dziko. Tuż obok marketu. Ciemna ciemność, iso6400+, 35mm, f/2.5, 1/25s. A jutro skończę film w pentaconie i nakarmię pilota super ilfordem delta 400. Ha!

Dziś nie będę smucił ;-) Dawno nie byłem w Tatrach, nad czym mocno ubolewam, bo jak raz do roku nie wyskoczę na tatrzański szlag, to trafia mnie szlag ;-)

Fotki z akcji ratunkowej TOPR na Morskim Oku. Akurat schodziliśmy z Czarnego Stawu pod Rysami kiedy nadlecieli. Pilot magik – lądował między drzewami.

Marzy mi się zrobienie reportażu z jakiejś akcji TOPRu ;-) Może się kiedyś uda.

Zdjęcia zrobiłem w lipcu 2007 i prawie o nich zapomniałem, przypomniało mi się w sobotę, kiedy usłyszałem, że GOPR obchodzi swoje 100 urodziny.


Co by tu dużo nie gadać, dziś była zajefajna pogoda. Nie taka typowo fajowa, bo było pochmurno, troszkę kropiło, raczej chłodno, ponuro i mokro. Zajebistość tej pogody polega na tym, że mało ludzi wychodzi z domu, jest cicho, pusto i spokojnie. My wybraliśmy się rodziną na dwugodzinny spacer do parku wpkiw.

Do torby włożyłem światłomież w postaci superszybkiego D700, trzy szkła i standardowo zapasowa karta pamięci i bateria. Do ręki zaś wziąłem Pentacona SIX mojego Taty, którego przed wyjściem nakarmiłem czterysetką tmaxa. W sumie – dwie puszki 4 szkła. Standardowo na cyfraku 35/2, do pentacona zapiąłem standard (zeiss 80/2.8). Czyli świetny zestaw na spacer :))))

Dla porównania taki sam kadr, jak ten poniżej w poście Park.
No i było świetnie, zaraz po naszym wyjściu z domu przestało kropić, ubrani byliśmy odpowiednio – słowem bomba. Ja bardzo lubię takie wypady. Mógłbym siedzieć w plenerze praktycznie non stop i chyba by mi się nie znudziło. Dla mnie to taki relaks na maksa i mentalny reset po intensywnym tygodniu pracy, który tym razem był sporo dłuższy niż zwykle – normalny wolny weekend miałem ostatnio w połowie wrzesnia.

Wszystko byłoby cacy do samego końca, gdyby tylko Dyziek przy wyjściu z parku nie wytarzał się w znalezionym gównie ;-) Dzięki temu mieliśmy kolejną atrakcję w postaci przymusowego prania Dyziastera w wannie. Smród jak 150!
Na kolejnej fotce „Stacja Planetarium” niedziałającej, niestety, kolejki linowej „Elka”. Mam nadzieję, że ją w końcu naprawią, bo nie działa już od kilku lat a jechałem nią tylko raz – z Babcią, kiedy wzięła mnie na wycieczkę do Chorzowskiego ZOO. Ech… to były czasy. Miałem wtedy chyba z 10 lat ;-)

Teraz siedzę przed kompem, kończę pić zajebistą (stanowczo nadużywam tego słowa ;]) herbatę, którą dostaliśmy w parapetowym prezencie od Karoliny i Jacka, z którym leczyłem kaca dzień po imprezie i czekam na grzmoty, czyli ręka, noga, mózg na ścianie. Oczywiście chodzi o walkę Gołota – Adamek. Mam nadzieję, że będzie ciekawie – o ile ten większy nie ucieknie przed mniejszym ;-) Na razie widowisko jest całkiem niezłe, tylko lekko je Krzyś Ibisz kładzie. No nie nadaje się chłop na zapowiadacza walk ;-)
Aaa… no i ten… w końcu mam net, bo grubo ponad dobę nie miałem ;-(

Wczoraj dostałem do ręki numer The Polish Science Voice z moimi zdjęciami. Fajnie znowu widzieć zwoje zdjęcia w druku. Daje mi to kupę radochy i motywacje do działania, chociaż dla mnie fotografia nie wyszła raczej poza hobby ;-)
Więcej zdjęć z tej sesji jest w wątku Intergalactic. A zdjęcie Dr Henryka Bursig’a we wpisie Bank Tkanek

No ale to nie wszystko ;-) Mejlem dostałem od Andrzeja gazetkę parafialną jego firmy w postaci pdf’a z moimi zdjęciami do artykułu o nim. Całkiem niedawno temu wrzucałem je tutaj w wątku pt. Andy.

Mała rzecz a cieszy ;-)

Nie ma w zasadzie co tu pisać, wszystko elegancko widać. Na zdjęciach słynna grupa Plajta Vox przed występem na weselu Kapy i Ani. Każdy występ tego znakomitego zespołu poprzedzają gruntowne przygotowania. Najpierw jest fryzjer, potem makijaż. Stroje zostały zwędzone z szafy dziadka bądź kupione w ekskluzywnym sklepie z odzieżą na wagę.

W każdym profesjonalnym zespole Artyści rozgrzewają głosy zimną wódką, ćwiczą pasaże a capella (chociaż to nie kaplica, jak wskazuje nazwa) i powtarzają tekst, który został specjalnie zmodyfikowany, zgodnie z obowiązującą na dzielni modą, na potrzeby tego konkretnego szoł.


Jak na zawodowców przystało Muzycy są zrelaksowani i pełni energii przed występem. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik (jak widać na załączonym obrazku) a włosy zostały mozolnie przyklejone do klaty w celu wywołania euforii wśród lachonów licznie zgromadzonych w sali balowej.

Pekaesy przycięte, włos na klacie rozwiany, wszystko gotowe do występu.

Żywioł, energia, czar i blask.

Po niesamowitym show Artyści Muzycy opuszczają miejsce występu w towarzystwie pięknych pań aby dalej bawić się na parkiecie ;-)
Najnowsze komentarze