Andy

Andy, lub jak kto woli, Endi jest jednym z tych ludzików, z którymi nie urwał mi się kontakt. Większość znajomych rozeszła się po świecie (głównie jUKej) albo po prostu nie może, nie chce, nie potrzebuje.
Fotki robiliśmy w Katowicach snując się wieczorem po mieście.

Zdjęcia powstały z potrzeby – facjata Andrzeja ma się ukazać w korporacyjnej gazetce parafialnej, jednak korporacyjny standard zdjęciowy, czyli zapracowana mina/przyjazny uśmiech i wyprostowana postawa przy komputerze jest nudny jak autostrada i nie mieliśmy najmniejszej ochoty robić takich zdjęć. Wszystkie foty to moja, mocno niekompletna, wizja korporacyjnego Endiego. Na potrzeby niekorporacyjne powstałyby inne foty ;-)

Napisałbym tu jeszcze coś mądrego, ale w głowie echo, jestem nieco padnięty po dosyć intensywnym weekendzie i co gorsza jutro poniedziałek. Natłok pracy jaki mnie przywita z samego rana nie nastraja mnie pozytywnie przez co współczynnik marudzenia u mnie wzrasta ;-) A po co mam przenosić swoją frustracje na was? :D

Aaa… no i w pierwszy wolny dzień chcę się wybrać na streeta, bo aż mnie świerzbi palec na spuście migawki. A wyimaginowane kadry rozwalają mi głowę od środka ;-)

Na koniec – Pooooolskaaaaaaa, białoooo-czeeeeerwoni, Polska…!!! Moje kibicowskie serce się raduje :D
No panie… costa (fotka) rządzi!
Ja tez takie chceeeeee!!!! :]
No to trza się umówić na seszyn ;-)
do Sis & adrian: może jakaś wspólna seszyn, ja nawet miałbym pomysła, ale to by sie pewnie na blożka nie nadawało ;-))) BTW, Dzięki Adzik za poswiecony czas! Pzdr, Andy
Ano, dobrze było :)