Czekałem w Katowicach na Sylwię i Adama, obok była grupa ludzików jadących na Woodstock prosto z festiwalu Ryśka Riedla. Zbierali na piwo. Mnie zaczepił ten gość, który jest na zdjęciu. Pogadaliśmy krótko, sympatyczny osobnik. Spontanicznie zapozował mi do zdjęcia, dorzuciłem się do browara. Na zdrowie :)

Remont dostarcza mi coraz lepszych wrażeń. Dziś okazało się, że pan robiący kafelki spieprzył i musieliśmy się pożegnać. Troszkę to do dupy, bo pan kafelkarz nie ma kasy, musiał zapłacić za spieprzone kafelki i zużyty klej, a ja nie mam łazienki :/ Mimo wszystko jestem bardziej w dupie niż on. Na focie powyżej ubita kafelka, którą nie wiedzieć czemu, pan kafelkarz postanowił przykleić…

Tutaj brak miejsca na fugę przy dekorze.

Krzywa krzywość. Górny dekor odchodzi na odległość około 4mm

Wygryzione płytki. Żadna fuga tego nie przykryje.

Na koniec – mierząc „łatą” od sufitu na wysokości ok. 70cm nad podłogą było ponad centymetr odchyłki.
Generalnie załamka pomieszana z wkurwieniem. Wyprowadzka w przyszłym tygodniu a łazienki brak. No nic, taki lajf.
Remont powoli zbliża się ku końcowi. Musieliśmy jeszcze trochę przykręcić tempo prac. Od rana do wieczora na remoncie. Ja już zapomniałem jak wygląda aparat. Na szczęście w niedzielę znowu będę go miał w swoich łapkach :)
Ech… ale duszno.

Dziś w nocy obudził mnie swąd spalenizny, była jakaś 4 rano. Zerwałem się na równe nogi, bo byłem przekonany, że pali się gdzieś u nas w bloku. Obudziłem żonkę, sprawdziłem wszystkie piętra, obiegłem blok do okoła i nic. Na szczęście okazało się, że to nie u nas. Po jakimś kwadransie zaczęły jeździć straże pożarne. Najpierw dwie albo trzy, po kilku minutach kolejne, potem znowu. Myślałem, że to jakiś wielki pożar.

W sumie nie wiem, czy był jakiś pożar, czy nie. Swąd spalenizny był tak wyraźny, że nie mogliśmy go pomylić z niczym innym, jednak rano nie było żadnych informacji na ten temat. Na onecie znalazłem jednak artykuł na temat osunięcia się ziemi na ulicy PCK.
Wziąłem torbę z aparatem i pojechaliśmy z żonką zobaczyć co i jak. Na miejsce przyjechaliśmy już ładnych parę godzin po zdarzeniu i nie zobaczyliśmy jak wielki krater pozostał. Osunęło się 100m kwadratowych ziemi, na głębokość około 3m. To co widać u mnie na zdjęciach to ułamek tego co było wcześniej.

No i w końcu nie wiem, czy był jakiś pożar czy nie. Tak czy siak nocka i poranek pełen wrażeń.

Jest 23:20 i dopiero teraz znalazłem chwilę na blożka. Czytnik rss pęka w szwach, 3/4 artykułów pewnie i tak nie przeczytam, bo nie dam rady – będę walczył z rawami – mam ich do obrobienia kilka ton. Poza tym mam spuchniętą łapę od szpachelki i dosyć remontu na następne kilka lat. Na szczęście najgorsze mamy już za sobą. Zostały kafelki, gładź w jednym pokoju, wymiana kaloryferów i malowanie. Z grubsza tyle, powinniśmy się wyrobić w planowanym czasie.

Fotka z szuflady – z wtorkowego wypadu do Gliwic. Lubię takich kolorowych ludzików. Ci się dali bez problemu sfocić. Ja chcę na streeta! ;-)
Najnowsze komentarze