Żal.

Taki oto widok mi się dziś ukazał na spacerze z Dyziem. Jakiś idiota, a raczej idioci, porozbijali butelki i rozsypali szkło na odcinku kilkunastu metrów w miejscu, gdzie bardzo dużo ludzi z dziećmi i psami chodzi na spacery. Żal.
Ja jako dziecko miałem tysiące różnych głupich pomysłów i absolutnie nie jestem święty, ale takich numerów nigdy nie robiliśmy. Nikt też nigdy nie ucierpiał, no może materialnie właściciel sadu, z którego braliśmy sobie jabłka pod jego nieobecność ;-) Tak czy siak nigdy niczego nie zniszczyliśmy i nie braliśmy więcej niż się dało zjeść. Pewnie by nawet tego nie zauważył, gdyby nas kiedyś nie przyłapał ;-)
Natomiast takie pomysły jak na załączonym obrazku to szkoda gadać.
No to jest problem. Ja jak spacerowałem z psem to też oko na pierwszy plan i szukałem miejsca bez butelek. Raz mi pies wlazł, potem sam miałem krew psa na sobie. Nic miłego.
A co do dzieciństwa ;D to ja kiedyś z kolegami podpaliłem starą Syrenę (grat taki, bez szyb, silnika). Się kopciło.
Dawne dzieje.
Mnie takie coś qvrwia, żeby nie być bardziej dosadnym. Tym bardziej, że pies lubi sobie pobiegać i nie zwraca uwagi na takie rzeczy.
A co do akcji w dzieciństwie to było tego dużo, pożarów jednak nie mam na sumieniu ;-)
Niestety na głupote jeszcze lekarstwa nie wymyślili. Ja już jako prawowita nauczycielka będę tępic moich uczniów za takie pomysły jak tylko zobacze, ze cosik sie kroi :)
A co do wybryków to było ich kilka ale najbardziej utknal mi w pamięci jak jeden delikwent przybił mi palec do drzewa. Finką ;)
Hehe, mam tą finkę do dziś ;)