Archiwum

Archiwum dla Luty, 2009

Muzeum górnictwa

Luty 16th, 2009 Brak komentarzy

Ostatnio pisałem, że mam zajob i mało czasu na cokolwiek. Wiele się w tej materii nie zmieniło. Nałożyło się na nie kilka rzeczy i nawet niedzieli nie spędziłem tak jakbym chciał. W tygodniu dalej zasuwamy po godzinach (szczytne cele wyższe ;]), dodatkowo w czwartek odpadły nam drzwi z wynajmowanej lodówki w wynajmowanym mieszkaniu. Jak mawiają górale z Kaledonii – szyt hapenz. Okazuje się jednak, że najprostsza operacja świata pod tytułem kupujemy nową a starą teleportujemy tym samym transportem do utylizacji nie wchodzi w grę, bo lodówka nie jest nasza i właścicielka nie chce jej spisywać na straty. Historia jest nieco dłuższa. Same drzwi szwankowały w od momentu, w którym się tam wprowadziliśmy, ale myślałem, że ten typ tak ma (dosyć stara Amica). Koniec końców drzwi się dosłownie rozsypały na dole i nie wiem czy jest sens je naprawiać.

Druga sprawa jest taka, że z uwagi na specyficzną kuchnię (a raczej jej rozmiar) nie jest tak prosto kupić lodówkę, która by pasowała, bo nie chcemy byle czego tylko sprzęt, który spełnia określone przez moją lepszą połówkę wymagania. Efektem jest niedziela za kółkiem i jazda od marketu do marketu. Pomijając kilkuset złotowe różnice w cenach pomiędzy marketami do sprzedaży wystawione są często sprzęty „macane”, w których mnóstwo* razy były otwierane drzwi i wysuwane wszystkie szufladki. Używki nie chcemy.

Sobota natomiast (Walentynki) upłynęły mocno pod znakiem celów wyższych (żon) i pracy na dyżurze (od 7 do 19). Dostałem za to zajebisty prezent od żona – książkę Kapuścińskiego „Rwący nurt historii”. Wciąga! Uwielbiam sposób patrzenia na świat i podejście do historii pana Kapuścińskiego. Szkoda, że nic więcej już nie napisze :(

W niedzielę udało mi się wyskoczyć dosłownie na 25 minut (z czego 10 minut na dojazdy) i zrobić parę zdjęć. W zasadzie pstryków. Taki wypad relaksacyjny, do miejsca, które podobno ma być muzeum górnictwa. Rzut beretem od miejsca w którym mieszkam. Dosłownie parę minut piechotą.

Weekend obfitował w opady śniegu, zakręty na ręcznym, bieganie po marketach i grzebanie w serwerach, trochę w walentynki i mało w focenie.


Tak kombinuję jak obiekt nie mieści się w kadrze…

* ludzie otwierają i zamykają drzwiczki po kilka razy jakby to było coś dziwnego, że się otwierają. Szufladki w niektórych lodówkach były już „nieco” sfatygowane.

Nic się nie dzieje…

Luty 12th, 2009 2 comments

…jak w polskim filmie…

A tak poważnie to zapieprz i to totalny.


Dziś ciąg dalszy familoków.


Ta sama miejscówa co ostatnio z serii familoki

Studio, studio i po studiu (studio?)

Luty 8th, 2009 6 comments

Nie wiem jak to się pisze – mniejsza o to. W weekend przyswoiłem niesamowitą ilość informacji odnośnie pracy w studio, oświetlenia i szeregu innych niuansów. Na kurs poszedłem w zasadzie z ciekawości, studio to nie mój żywioł, jednak wiedza zawsze się przyda. Mam nadzieję, że nie wyparuje.

Na gorąco kilka fot :)


Jacek szkoli


Tu też


I tu


Manifest Pentaxa (ktoś tego jeszcze używa?) ;) ;) ;)

Foty na gorąco, rozmiary też nie pasują. Trudno ;)

Na koniec ja ;)


Foto by Gutek

Pelikany

Luty 6th, 2009 Brak komentarzy

Zapieprz i tyle. A jutro studio, w niedzielę też :D

Pelikany

Pelikany

Fajne ptaszydła i to w dużych ilościach.

Czubki

Luty 4th, 2009 Brak komentarzy

Na polsacie dają film „U progu sławy”, który trochę kojarzy mi się z Annie Leibovitz. Lata 70te, gość zaczynający pracę w Rolling Stone, imprezy, koncerty – po prostu Rock and Roll. Mniam. Filmidło zapowiada się dobrze, mam nadzieję, że się na nim nie przejadę ;) Wracając do tytułu, to pewnie w oryginale jest totalnie inny – w końcu to tłumaczenie polsatu. Są „najlepsi” ;)

W pracy już wszyscy wiedzą, że jak admin to na pewno czubek. A przynajmniej lekko szurnięty. Michał nakleił nam na drzwi takie coś:

Czubki

Przez cały dzień mam mało czasu dla siebie i kogokolwiek innego. W pracy lekki sajgon – chociaż powoli wszystko zaczyna wracać do normy i powinno się wszystko unormować w przyszłym tygodniu. Po pracy robię inne rzeczy, niestety niefotograficzne, za to mam więcej ruchu, którego ostatnio zajebiście mi brakowało. No i nie jestem odseparowany od żonki ;)

W filmie pojawił się pewien gość. Wygląda jak Hunter S. Thompson :D

*właśnie zabieram się za Bishops Finger – Kentish Strong Ale. Kojarzy mi się z belgijskimi piwami. Ciekawostka z etykiety:
Today it is produced to its own Charter: it must be only brewed on Fridays[...] ;)