Do domu dotarłem dopiero przed momentem. Jestem lekko wqrviony meczem Polska-Niemcy (piłka ręczna – jak ktoś nie śledzi, to trąba ;]). Chyba za słabo kibicowałem przed telewizorem ;)
Fotograficznie nie lubię zimy, szybko robi się ciemno, na ulicach jest mniej ludzi i mniej się dzieje. Tym bardziej nie lubię takiej pogody jaką serwują za oknem. Zimno, mokro, pada deszcz ze śniegiem. W takim momencie przychodzi czas na odgrzewane kotlety. Teraz jest to o tyle zabawne, że mam taki burdel w zdjęciach, że ciężko mi się połapać co i gdzie mam, więc przenosząc i katalogując zdjęcia trafiam na różne strzały, nawet takie jakieś nie moje. Tym razem nie dość, że zdjęcie typu „ja takich nie robię” to jeszcze obróbka dosyć forsowna. Oryginalne zdjęcie było bardzo płaskie i bez kontrastów, jednak z rawa udało się conieco powyciągać. Wyszło mrocznie, klimat kojarzy mi się z Gotham City.

Zdjęcie zrobiłem we Frankfurcie. Pobyt był o tyle fajny, że spontaniczny. Po powrocie z podróży poślubnej nie chcieliśmy od razu wracać do Polski. Woleliśmy wykorzystać parę wolnych dni, które nam zostały na obijanie się w Niemczech. Spontany są najlepsze :D
Drzewi mi net, ledwo się wszystko otwiera. Foty też dziś nie będzie. Chciałem tylko napisać, że dziś dzień babci, a dla mnie to wyjątkowy dzień. Wiadomo dlaczego. :)
Czas spać, bo już prawie nic na oczy nie widzę ;-)
Dziś rano skończyłem dyżur, co oznacza dwa tygodnie popołudniowego luzu! Dalej robię porządek w zdjęciach, bo chociaż są już jako-tako skatalogowane, to im ich więcej tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie jest to idealne rozwiązanie (wrzucam chronologicznie+krótki opis) i nawet w tych poukładanych mam ciężko znaleźć konkretną klatkę lub sytuację. Bo skąd mam wiedzieć, czy dane zdjęcie zrobiłem 15 czy 16 maja? A może to był kwiecień?
Powoli zaczynam myśleć o jakimś dodatkowym sofcie do tego, jednak przekonania jeszcze nie mam.
Zdjęcie zrobione gdzieś na Margaricie, niestety nie pamiętam miejscowości, byliśmy tam zaledwie kwadrans.

W telewizji policja dla zwierząt. Jacy ludzie są poje**ni!
Codziennie – oczywiście jak mam czas i nie jestem czymś zawalony w pracy albo jak się nie „odinternetowywuję” (trudne słowo) w domu, no albo gdzieś poza nim – oglądam masę zdjęć. Czytnik rss regularnie karmi mnie zdjęciami ulubionych fotografów z całego świata, do tego czasem wpadnie taki czy inny link do portfolio jakiegoś wymiatacza. Czasem lubię też wrócić do swoich zdjęć, które ciągle, mozolnie kataloguję (kara za lenistwo wcześniej) i wrzucam na serwer, który stoi w kuchni koło lodówki ;)

To zdjęcie lubię z wielu powodów, patrząc na nie czuję tą atmosferę, którą czułem wtedy, pamiętam temperaturę, której nie mogłem znieść i lekko podejrzaną okolicę. Zdjęcie zrobiłem parę minut po tym, jak poszliśmy z zmiejsca, w którym była zadyma i chwilę przed tym jak jeden miejscowy chłopak, zatrzymując swój motor pokazał mi, żebym schował aparat machając wymownie ręką jak pistoletem i pokazując „dookoła”. Wenezuela to dziki kraj.
Zdjęcia zrobiłem jakoś odruchowo, bez zastanawiania się i kombinowania. Chyba dlatego, że lubię śnieżną zimę, kiedy pada śnieg i przykrywa ten cały syf leżący za oknem. Zima jest fajna nawet kiedy muszę odśnieżyć samochód. No chyba, że się spieszę ;-)

W mieście nie jest już tak ekstra. Na drogach śnieg momentalnie zamienia się w czarną papke, ale jazda samochodem po śniegu to zabawa pierwsza klasa, szczególnie kiedy jest pusto na drodze i można się trochę pobawić, albo pokręcić bączki na jakimś parkingu.

Jednak ostatnio mam ochotę olać samochód i jeździć do pracy autobusem. Mam wrażenie, że dużo tracę jeżdżąc zamknięty w puszce spod domu prosto pod drzwi fabryki. Mijają mnie tysiące kadrów, setki zdarzeń, gestów i ludzi. Pewnie trochę przesadzam, bo tylu nie widuję biegając po mieście, ale może zacznę zauważać coraz więcej i więcej. W końcu o to w fotografii chodzi – żeby zauważać.

Mogłoby tylko robić się ciemno ciutkę później. Na szczęście codziennie jest lepiej :)
Fotki dziś jakieś takie blogowe. Nawet nie wiem do jakiej dać je kategorii.
Najnowsze komentarze